Asertywność w praktyce – kolejkowe przygody

Zdjęcie: gadl

Niedawno zwiedzaliśmy Polskę i przy okazji kilkudniowego wypadu w rejony Kielc – stolicy województwa świętokrzyskiego, zebraliśmy garść inspirujących obserwacji, którymi chciałbym się z wami podzielić w kolejnych wpisach. Na początek – o asertywności, w jej praktycznym, życiowym wymiarze. Będzie refleksyjnie i nieco dosadnie, mam też nadzieję, że pouczająco.

W Skarżysku-Kamiennej, swoją drogą bardzo fajnym mieście, wybraliśmy się na zakupy. Odwiedziliśmy jeden z sieciowych marketów. Stojąc w kolejce po ser i jakąś wędlinę obserwowałem pewną kobietę, która minęła nas i krzątała się w tę i z powrotem wzdłuż sklepowej lady. Wyglądała jakby po prostu zastanawiała się nad wyborem konkretnych produktów do koszyka. Jednak coś w jej zachowaniu zwracało moją uwagę. Słusznie, bo gdy tylko poprzedni klient zapłacił i przyszła nasza kolej, wspomniana pani natychmiast zaczęła podawać swoje zamówienie sprzedawczyni. Na moje uprzejme, lecz stanowcze zwrócenie uwagi, że stoimy w kolejce i teraz nasza kolej pani nic nie odpowiedziała. Popatrzyła tylko na mnie, zamrugała i ustawiła się za nami. Sęk w tym, że w kolejce stał już pewien pan w średnim wieku. Kiedy my wybieraliśmy menu na naszą kolację i czekaliśmy aż sprzedawca zważy je i zapakuje, niecierpliwa pani z mojej opowieści zapoznawała się ze wspomnianym już panem z kolejki… Po jego prostym stwierdzeniu „powinna pani stanąć za mną”, i równie prostej odpowiedzi „nie sądzę” rozpętała się burza. Przyznam, że było mi nieswojo, podobnie jak sprzedawcy. Rozmawialiśmy z nim podniesionymi głosami, by móc słyszeć się nawzajem w obliczu żywiołowej dyskusji naszych bohaterów z kolejki. Pani z początku ignorowała pana, nie odpowiadając lub mrucząc coś pod nosem. Następnie pan się zirytował i zaczął drążyć powody, dla których pani z nim nie rozmawia. Na jego sugestię, że pewnie z takim jak on nie warto gadać, usłyszał potwierdzenie.  Był to już moment kulminacyjny. Pan nadął się i rzucił „wie pani, jest takie powiedzenie – jak koszula w dupeczkę, w rowek”. Wtedy tego nie zrozumieliśmy, ale pani wyszła z kolejki i chciała pana przepuścić. On już nie chciał. My też nie chcieliśmy – dłużej być świadkami tej kłótni… Choć dzięki niej poznaliśmy szczyptę miejskiego slangu, sprawdzając co też powyższe powiedzenie oznacza.

Zdjęcie: pjf@cpan

Jak można zinterpretować całą sytuację? Jakie wnioski wyciągnąć? Moje zachowanie spełniało wszystkie wymagania asertywności, zgodnie z definicją, jaką sformułowałem na własne potrzeby. Możesz ją znaleźć w tym wpisie, razem z omówieniem tematu. Zwracając tej pani uwagę zrobiłem to uprzejmie, bezpośrednio i zrozumiale, przy zachowaniu wewnętrznej równowagi. Przede wszystkim jednak zdecydowałem się odezwać, bo na pytanie „czy warto być asertywnym w tej sytuacji?” sam przed sobą odpowiedziałem  twierdząco. Całe zajście wydaje się banalne. I takie też jest. Ciekawe spostrzeżenia można za to wyciągnąć, analizując przyczyny kłótni, do jakiej doszło później.

Pan również zaczął asertywnie. Jednak napotykając sprzeciw dał się ponieść emocjom i stopniowo porzucił asertywne zachowanie na rzecz obraźliwego. Mniejsza o to, jak powinien był się zachować, mnie szczególnie zainteresowało co innego. Dlaczego ta pani zareagowała odmiennie na podobne zachowanie, którego adresatem była chwilę wcześniej? Z nami się zgodziła i stanęła w kolejce. Z panem już nie. Być może w pierwszym odruchu zadziałało zaskoczenie i wstyd, a później strach przed upokorzeniem? Wiele ludzi niewłaściwie odbiera podobne zdarzenia, myśląc o nich w kategorii wygrana-przegrana. „Ustąpili”, „ktoś zwrócił im uwagę, a oni się podporządkowali” – jeżeli ktoś tak myśli, to zaczyna czuć się źle w podobnych sytuacjach i może próbować „walczyć”, by nie przyznać się do błędu. Dlatego przyznanie racji kolejnej osobie, przy tym samym zarzucie z jej strony, mogło być dla tej pani zbyt trudne i po prostu nieprzyjemne.

Co byłoby lepsze od walki i upokorzenia w sytuacji, gdy zwrócenie uwagi jest zasadne? Przyznanie racji i przeprosiny. Po prostu – krótko, spokojnie i z uśmiechem. Takie zachowanie natychmiastowo „rozbraja” osobę, która zwróciła uwagę – znika złość i potrzeba dochodzenia swoich racji. Zaś osoba, która coś „przeskrobała” też czuje się dużo lepiej, bo nie musi się z nikim spierać, korzysta z prawa przyznania się do błędu i otrzymuje „darowanie winy”. Tematu nie ma zanim jeszcze na dobre się pojawił. Kiedyś zdarzyło mi się zachować w kolejce nie w porządku, i wiecie co? Kiedy postąpiłem zgodnie z powyższym, czyli z uśmiechem szczerze przeprosiłem, stały się dwie niespodziewane rzeczy. Mężczyzna, który asertywnie zwrócił mi uwagę bardzo się zdziwił takim zachowaniem i przez chwilę nie wiedział co zrobić. A gdy już został obsłużony i odchodził od kolejki uśmiechnął się do mnie i podziękował. Czułem się fantastycznie! Nadal było mi trochę wstyd. Ale właściwe rozwiązanie potencjalnego konfliktu, zachowanie się w zgodzie z własnym sumieniem, oraz uprzejme zachowanie tego człowieka sprawiły, że czułem się dobrze. Co ważniejsze, myślę, że obie strony tak się czuły. Tamten facet zadbał o swoje dobrze rozumiane interesy i nie musiał się ze mną „użerać”.

Zdjęcie: Watt_Dabney

Kończąc już temat, chciałem spróbować odpowiedzieć na pytanie – dlaczego warto być asertywnym? Z dwóch powodów – dla poczucia własnej wartości i ze względu na to, jak nas postrzegają inni.

Dobre samopoczucie i samoocena wymagają bycia asertywnym. Czasem, gdy ktoś zachowa się nieasertywnie, można usłyszeć wymówkę, że „nie było warto”. Jeżeli jest to świadoma odpowiedź na pytanie „czy warto być asertywnym w tej sytuacji?” – to wszystko jest w porządku. Jednak zdecydowanie częściej kryje się za tym nieśmiałość i brak zdecydowania w obronie własnych racji. Czym innym jest ustąpienie komuś miejsca, bo nam się nie spieszy, a czym innym bycie ofiarą wepchnięcia się do kolejki przez kogoś, kto udaje, że nas nie widzi. I tu i tu może nam się nie spieszyć. Ale w pierwszej sytuacji uprzejmie pozwalamy komuś z tego skorzystać, a w drugiej zostajemy oszukani i źle się z tym czujemy. Pamiętaj, że Twoje samopoczucie ma swoją wartość! Szanuj siebie, by inni też tak postępowali. Asertywne zachowanie przy błahych wydarzeniach, takich jak kolejka w sklepie może być doskonałym treningiem asertywności na przyszłość. Tej trudniejszej, wobec pracodawcy, czy bliskich.

Jeżeli pozwalamy ludziom zachowywać się wobec nas nieuczciwie wysyłamy komunikat: jestem niezaradny, daję się wykorzystywać. To prowadzi do kolejnych sytuacji, w których nasze potrzeby nie są zaspokajane, a nas spotyka krzywda. Poza tym większości ludzi zależy na opinii ważnych dla nich osób. W pracy zaś musimy budować swoją markę. Jeżeli dajemy osobie A „wejść nam na głowę”, to osoba B, która to widzi wyciąga pewne wnioski. Zwykle tych patrzących jest bardzo wielu, a jeszcze więcej plotkujących. W efekcie możemy nie otrzymać awansu, czy stanowiska wymagających odpowiedzialności i ambicji. Na własne życzenie ludzie mogą zacząć traktować nas pobłażliwie i nad opiekuńczo, zwłaszcza bliscy i przyjaciele.

Jest jeszcze coś – aspekt społeczny. Każdy z nas jest częścią społeczeństwa i każdy swoim zachowaniem definiuje relacje międzyludzkie na większą skalę. Zwracając komuś uwagę na jego niewłaściwe postępowanie sprawiasz, że dwa razy się zastanowi, zanim znowu zachowa się podobnie. Bądź więc asertywny dla dobra nas wszystkich :)

Co sądzicie o opisanej sytuacji? Warto być asertywnym?

Inne wpisy na temat asertywności:

Reklamy

Wyraź swoje zdanie!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s