„Asertywność dla żółtodziobów” Jeffa Davidsona

W dzisiejszym wpisie krótka recenzja książki „Asertywność dla żółtodziobów” Jeffa Davidsona połączona z refleksją nad szczególnie ciekawymi tematami, jakie porusza. Tym samym rozpoczynam cykl recenzji i komentarzy do książek z nurtu szeroko pojętego rozwoju osobistego – proponujcie kolejne lektury! O czym chcielibyście przeczytać, co warto choćby przejrzeć? Czekam na Wasze komentarze!

Jeff  Davidson jest autorem kilkudziesięciu książek, publicznym mówcą występującym na całym świecie, lecz przede wszystkim facetem z poczuciem humoru i głową pełną anegdot na każdą okazję. Prezentowana książka ukazała się w serii „dla żółtodziobów” wydawnictwa Rebis (w 1999 r.). Duży format i czcionka, atrakcyjny układ graficzny oraz pomocne ramki z ćwiczeniami sprawiają, że czyta się ją bardzo szybko i bez zmęczenia, które towarzyszy wielu innym tytułom poświęconym rozwojowi. Podział na niewielkie podrozdziały i styl Davidsona umożliwiają wybór konkretnych tematów i lekturę w oderwaniu od całości. Przeczytaj kilka stron -> zastanów się przez chwilę -> wykorzystaj zdobytą wiedzę w działaniu. Tak zdaje się wyglądać recepta na sukces według autora.

Czy się sprawdza?

Owszem, pod warunkiem jednak, że z asertywnością jako tematem spotykamy się po raz pierwszy lub mamy z nią niemałe problemy na co dzień. Nazwa serii doskonale wskazuje, kto powinien przeczytać ukazujące się pod jej szyldem tytuły. Nie ma co się wstydzić, tylko brać za lekturę i do dzieła, bowiem  w mojej opinii książka nadaje się na bardzo dobry podręcznik asertywności, swoisty elementarz. Kolejne rozdziały wyjaśniają, czym tak naprawdę jest asertywność i że warto ją stosować, jako jednostkowe działanie, a nie stale funkcjonującą postawę. Niech będzie narzędziem – zawsze gotowym do użycia, lecz wykorzystywanym tylko wtedy, gdy jest naprawdę potrzebne. Następne części książki podkreślają rolę pewności siebie i świadomości swojej ścieżki przez życie, pragnień i lęków. Stanowią one fundament asertywności i szczęśliwego życia, co nieźle koresponduje z proaktywnością jako taką. „Asertywność…” może przydać się także tym spośród czytelników, którzy poszukują gotowych rozwiązań, odpowiednich dla danych okoliczności. Ponad połowa stron traktuje o asertywności w szczególnych sytuacjach: życiu rodzinnym, prywatnym (bycie świadomym obywatelem i konsumentem) oraz zawodowym (relacje z podwładnymi, klientami, kolegami z pracy). Dla osób niemających większych kłopotów z byciem asertywnym książka może zaoferować garść ogólnych wskazówek, trochę inspiracji do własnych przemyśleń i trików do zastosowania w konkretnych sytuacjach. Nie będzie to czas stracony, ale też nie należy spodziewać się zbyt wiele – książkę przeczytają szybko, lekko i z pewnym pożytkiem dla siebie.

Ciekawe jest to, że sama lektura i skupienie na danym temacie wyzwala w człowieku pewne pożądane zachowania. W czasie lektury i zaraz po zauważyłem u siebie zwiększoną asertywność, częstsze oceny sytuacji pod kątem zachowania innych osób wobec mnie i moich prawdziwych odczuć co do ich propozycji. Zacząłem bardziej świadomie budować relacje i z rozwagą podejmować nowe zobowiązania.

Co wartościowego można znaleźć w książce Davidsona?

Największe wrażenie zrobiła na mnie sama definicja asertywności, budowana w trakcie lektury i różniąca się znacząco od potocznych skojarzeń z byciem asertywnym. Bowiem często pojmujemy to, jako umiejętność obrony własnej decyzji, twarde obstawanie przy swoim i odporność na manipulacje innych. Mówimy „nie” i wtedy wiemy, kto tu rządzi. Jesteśmy asertywni. Czyżby? Nic bardziej mylnego.

Na własne potrzeby ukułem następującą definicję:

Asertywność to umiejętność takiej obrony swoich racji, która pozwala drugiej stronie zachować twarz, nie ośmiesza jej; stosuje tylko uczciwe, czyste metody; bierze pod uwagę kryterium „czy warto być asertywnym w tej sytuacji?”; i nigdy nie wytrąca nas z równowagi, utrzymuje wrażenie, że reagujemy odpowiednio i z taktem.

Warto przyswoić sobie podobną interpretację postawy asertywnej. Nie kojarzyć jej tylko ze stanowczością, zwycięstwem za wszelką cenę, a nierzadko chamstwem. Asertywność to znacznie więcej. Właściwie rozumiana, stosowana w pozytywny sposób i wykorzystywana do dobrych celów nie tylko sprawi, że rzeczywiście uzyskamy to, na czym nam zależy, ale też zjedna nam ludzi. Bycie pewnym siebie, aczkolwiek opanowanym i używającym jedynie właściwych moralnie metod często prowadzi nawet do szacunku osób, których woli się przeciwstawimy.

Pytania do Czytelników – macie problemy z asertywnością? Jak dotąd rozumieliście „bycie asertywnym”? Czy jest to umiejętność, nad którą warto Waszym zdaniem pracować, rozwijać ją? Jakie są Wasze doświadczenia z serią „dla żółtodziobów”? Jest książka, której recenzję chcielibyście przeczytać na blogu?

Bądź proaktywny! Nie chcesz poprzestać na lekturze? Wprowadź teorię w czyn! Już dziś zacznij obserwować swoje relacje z ludźmi, czy i kiedy jesteś asertywny, a kiedy miewasz z tym problemy? Zastanów się, czego dowiesz się w ten sposób o sobie samym. Jeżeli chcesz wzmocnić swoją asertywność przeczytaj książkę Davidsona, podziel się trudnościami w komentarzu lub napisz do mnie maila :)

 

 

 

Reklamy

7 thoughts on “„Asertywność dla żółtodziobów” Jeffa Davidsona

  1. Zaciekawiłeś mnie tą książką, muszę przyznać…. Jeśli uda mi się ją zdobyć i przeczytać, to z pewnością powrócę z jakimś „pseudo naukowym” komentarzem :P

    Jeśli chodzi o propozycje tłumu, to miałbyś może do polecenia coś sensownego i ciekawego na temat mowy ciała???

  2. Na temat mowy ciała napisano bardzo wiele, choć w większości niestety są to amatorskie zestawienia „oznak zainteresowania”, które mają rzekomo wskazywać na czyjąś atrakcyjność w oczach wysyłającego owe sygnały człowieka. Jest jednak pozycja, która przystępnie, z humorem, ale też kompleksowo i z zasadami prawidłowej interpretacji (łatwo bowiem się pomylić, odczytując mowę ciała) omawia komunikację niewerbalną. Mówię o „Mowie ciała” Allana i Barbary Pease. Małżeństwo Peasów to pionierzy badań nad mową ciała i autorytety w tej dziedzinie. Polecam.

    Pewnie za jakiś czas pojawi się na blogu recenzja ich książki :)

  3. Generalnie mam problemy z asertywnością. Pisałem też kiedyś u siebie na blogu – we wpisie „Społeczeństwo vs. nasze cele”.

    Muszę się rozglądnąć po bibliotekach za tą książką, bo fundusze są ubogie.

    Jeżeli masz więcej porad z zakresu asertywności – wpisy na blogach, prezentacje, filmy itd. byłbym wdzięczny jeżeli byś się podzielił linkami.

    Fajna recenzja – dobrze się czyta, masz lekkie pióro :)

    Pozdrawiam

  4. Witaj ponownie, Jakubie :) Doskonale rozumiem finansowe dylematy – na co przeznaczyć oszczędności i czy aby na pewno warto. Powyższą książkę również wypożyczyłem z biblioteki i dobrze, bo zbyt wiele nowego się nie dowiedziałem. Jeżeli jednak – jak piszesz – masz pewne problemy z asertywnością, to może to być pierwszy kroczek do zmiany tego stanu rzeczy.

    Żadnych linków nie posiadam, bo nie szperałem po sieci w ich poszukiwaniu, ale podejrzewam, że do tematu asertywności będę na swoim blogu powracał. Za jakiś czas pojawi się też recenzja kolejnej książki – „Stop manipulacji” Jacquesa Regarda.

    Dzięki za miłe słowo :)
    Pozdrawiam również.

  5. W dziedzinie asertywności, to jestem przeciętniakiem, jednak miewam problemy z asertywnością. Fajnie by było, gdybym znalazł książkę w jakiejś bibliotece ;)

  6. Jan Turnau w jednym ze swoich felietonów opisuje przypadek swojego kolegi, któremu w pociągu dane jest jechać z trajkoczącą przez telefon, młodą businesswoman. Bohater opowieści zwraca uwagę, że przeszkadza mu rozmowa przez telefon na co dostaje ripostę: „To pana zdanie”. Użera się, prosi, proponuje żeby pani wyszła a w odpowiedzi dostaje jedynie „Nie podzielam pana zdania”.
    Tekst dotyczył oczywiście nie tyle savoir vivre i rozmów przez telefon, a pewnego syndromu opatrznego zrozumienia(na kanwie „asertywnego bumu”) czym jest asertywność.

    Piszę o tym ku przestrodze by każdą wiedzę, zwłaszcza z ogólnie pojętej dziedziny samorozwoju , traktować ze słuszną dozą dystansu.

    Krzysiu jak na razie nie znalazłem na blogu żadnego fuckupu. Na razie tego co napisałeś jest mało, ale jest rzetelnie i to jest fajne. I dlatego proszę Cię: nie stań się takim samorozwojowym freakiem;)

  7. Witaj Adrianie na blogu :)

    Słuszna przestroga, zresztą podobny temat wywiązał się ostatnio na FB. Wiele spośród książek o samorozwoju, szkoleń, blogów itp. to efektowne operowanie słowem bez głębszej zawartości merytorycznej i przykładów, jak naprawdę zmienić coś w codziennym życiu. Staram się, by na blogu nie było wpisów w rodzaju „możesz stać się kimś niesamowitym! To naprawdę rewelacyjna sprawa. Wystarczy chcieć. Zastanów się nad tym! Powodzenia!” – zamiast tego chcę pisać o ważnych sprawach dla każdego, ale konkretnie i pokazując JAK wprowadzić teorię w czyn i troszkę zmodyfikować życie na lepsze.

    Dzięki za miłe słowa! Mam nadzieję, że nie poprzestaniesz na dwóch dotychczasowych komentarzach i będziesz tu zaglądał. Pozdrawiam.

Wyraź swoje zdanie!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s